Chętnie byśmy się z czytelnikami pośmiali, powymyślali różne mniej i bardziej prawdopodobne zdarzenia. Ale z czego tu dowcipkować, gdy miejska władza urządza nam prima aprilis niemal codziennie.
Z czego się śmiać, gdy wciąż jednym z najważniejszych członków rządzącego układu jest skazany za urzędnicze przestępstwo Mikołaj K? Z czego się śmiać gdy wyżej wymieniony grozi sądem. Wszystkim którzy – jego zdaniem – nie dość precyzyjnie opisują exprezydenckie prawnokarne perypetie?
Czy dostatecznie dużo śmiechu nie dostarcza nam prezes znaczącej miejskiej spółki urzędujący w areszcie śledczym?
Nad całością panuje koalicja prezydencko-pisowska miotająca w obronie prezesa argumenty rodem z ugrupowań walczących o prawa człowieka.
Gdy to wszystko pozbierać do kupy szczególnym żartem wyda się przymiotnik Wielkopolski w nazwie naszego umęczonego tą dekadą niedorozwoju miasta.
A tak naprawdę do śmiechu nie ma tu nic.
Nic śmiesznego



