Z dziejów histerii w Ostrowie

38

Z dziejów histerii w Ostrowie
Zaczęło się w połowie lutego, radni Koalicji Obywatelskiej zajrzeli do Urzędu i chcieli zapoznać się z dokumentami.
Całość wypowiedzi radnego Herwicha udostępniamy poniżej. To nie jest długie wystąpienie, a warto go posłuchać. Choćby po to, by wyrobić sobie zdanie o standardach w Urzędzie Beaty Klimek.

Szanowni Państwo,
w opublikowanym niedawno „Informatorze Miejskim” – który kosztuje mieszkańców około 300 tysięcy złotych rocznie – na całą stronę zamieszczono anonimowy tekst, zarzucający mi oraz radnym Krzysztofiakowi i Kornaszewskiemu brutalne zachowanie wobec urzędników i „agresywną walkę z prezydentem miasta”. To nieprawda. Zwróciliśmy się do redaktora naczelnego o publikację sprostowania, do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Jak wyglądały fakty? 9 lutego, po sesji nadzwyczajnej, razem z radnymi Krzysztofiakiem i Kornaszewskim udaliśmy się do urzędu, aby sprawdzić sprawozdanie końcowe Stowarzyszenia „Przyjazny Zębców” z wydatkowania 100 tysięcy złotych środków publicznych. Dokument składał się z pisma przewodniego i dwóch kartek z prostym wykazem kwot. Naszą uwagę zwróciła pozycja „spotkanie integracyjne” na kwotę 19 tysięcy złotych. Usłyszeliśmy, że uczestniczyło w nim około 200 osób, więc zapytaliśmy o faktury i rachunki – przy takiej liczbie osób i takiej kwocie powinien istnieć stosowny dokument.
Kiedy po formalnym wniosku do prezydenta ponownie otrzymaliśmy sprawozdanie, okazało się, że jest ono inne niż to, które widzieliśmy wcześniej: liczyło pięć stron, a zapis dotyczący spotkania integracyjnego został zmieniony na „15 spotkań integracyjnych w roku”. Trudno uznać to za zwykłą korektę.
Zamiast wyjaśnić sprawę w bezpośredniej rozmowie z radnymi i urzędnikami, wybrano drogę anonimowego ataku na łamach miejskiego biuletynu, bez dania nam możliwości odniesienia się do zarzutów. Razem z radnym Krzysztofiakiem rozważamy podjęcie kroków prawnych, bo w takich warunkach trudno mówić o poważnej współpracy na rzecz miasta i jego mieszkańców.
Co ważne
Po jednej stronie mamy radnych, od wielu kadencji znanych z pracy społecznej, z drugiej zaś mocno propagowany za publiczne pieniądze ANONIM. Ocenę tej promocji i ostrowskiej władzy pozostawiamy czytelnikom.

Poprzedni artykułTajemnicze ciepło prezesa Bolacha
Następny artykułBiała czerwieni się ze wstydu