Top tygodnia

Na temat

Rosnący dług i „rozwój”. Ostrów na równi pochyłej

Beata Klimek i jej otoczenie tłumaczą rosnące zadłużenie miasta potrzebą dynamicznego rozwoju i zapewnienia środków na mityczne „inwestycje” miejskie. Jednak tam, gdzie nie sięga miejska propaganda widać coś zupełnie innego.

Wydatki inwestycyjne Ostrowa na tle innych gmin są bardzo niskie – zamiast skoku cywilizacyjnego mamy stagnację i statystowanie na uboczu rozwoju regionu. W rankingu samorządowego pisma Wspólnota Ostrów zajął 210 miejsce w Polsce. Lepiej i rzetelniej miejskie pieniądze wydają władze Kępna, Jarocina, Ostrzeszowa czy Pleszewa. Przy czym żadne z tych miast nawet nie zbliża się tempem zadłużania do Ostrowa Beaty Klimek i Mikołaja Kostki. To, że publikacja rankingu jakoś umknęła wszystkim ostrowskim mediom wcale już nie dziwi. Są przecież tak bardzo zajęte obsługą kolejnych „wrzutek”. Kto jeszcze pamięta „zieloną energię”, smart city, wielką premię kogeneracyjną, gigantyczną obniżkę cen ciepła? A może Ostrowski Ekspres Inwestycyjny? Ten ostatni ma nawet swój profil na facebooku. Tyle, że ostatni wpis pojawił się tam prawie dwa lata temu (traf chciał, że tuż przed wyborami prezydenckimi).

Mimo, że inwestycje per capita lokują Ostrów na regionalnym dnie, zadłużenie miasta stale i gwałtownie rośnie

Deficyt budżetowy pokrywa się zaciąganiem kolejnych kredytów i emisją obligacji – zamiast realnych inwestycji napędzających rozwój, pieniądze te często służą „łataniu dziur” w miejskich finansach oraz spłacie starego zadłużenia.​

Obrazowo – miejskie finanse są jak rura. Z jednej strony wpadają do niej coraz wyższe kredyty, pożyczki i rosnące podatki lokalne. Z drugiej zaś wypadają faraońskie zarobki wiernych, prezydenckich trabantów i ściek coraz bardziej żałosnej propagandy.

Ostrów „zadłuża się po uszy”, a efektów w postaci inwestycji po prostu nie widać. Kolejne pokolenia mieszkańców będą musiały spłacać zobowiązania, które nie przełożyły się na faktyczny rozwój miasta. Głębia tego kryzysu polega na tym, że dług rośnie szybciej niż tempo miejskich zmian. To nie „strategiczne zarządzanie” pieniędzmi, tylko klasyczna ucieczka do przodu, pozorna aktywność władzy oraz wygodna narracja by usprawiedliwić własną nieudolność.
Suma tych zjawisk tworzy niepokojący mechanizm spirali zadłużenia bez wizji i efektu – zaciąganie kolejnych kredytów do spłaty starych, bez inwestycyjnej strategii i z zapowiedziami zmian, które nie mają pokrycia w miejskiej rzeczywistości. Długi po Beacie Klimek będą spłacać kolejne pokolenia Ostrowian. Będzie ich zresztą coraz mniej, bo spada nie tylko przyrost naturalny, ale również saldo migracji. (Po prostu więcej mieszkańców się wyprowadza niż wprowadza)
Niech nas nie zwodzą kolejne białe słonie (ostatnio stadion lekkoatletyczny) bo poza krótkotrwałą radością przy wielkim otwarciu nie przynoszą one mieszkańcom żadnych korzyści. Podobnie jak drukowane w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy elukubracje propagandzistów z coraz liczniejszego biura prasowego. Bo miejska codzienność to nie papierowe śmieci, ale równe chodniki i dostępne cenowo ciepło systemowe. Wreszcie – last but not least – składowisko odpadów, które nie rujnuje swymi wydzielinami życia połowy Ostrowa,
Tylko tyle i aż tyle.