Top tygodnia

Na temat

Barbarzyńskie podejście do miejskiej zieleni

Władze Ostrowa chętnie pokazują się jako miasto „z planem adaptacji do zmian klimatu”, z zielonymi hasłami i proekologicznym wizerunkiem. Tyle że wystarczy wizyta na Grunwaldzkiej. W pierwszy dzień wiosny, spółka OZC świętowała Dzień Lasów. Już kilka dni później, ta sama spółka przystąpiła do wycinki drzew przy Grunwaldzkiej, w sąsiedztwie marketu Dino.

Efekt? Część drzew została wycięta w pień, inne zamieniono w kije od miotły. A przecież początek sezonu lęgowego umownie przypada na 1 marca, więc takie działania budzą tym większy sprzeciw i pytania o odpowiedzialność. Kto zna ten fyrtel, ten wie, że była tam wyspa zieleni i cienia. Drzewa rosły spontanicznie, tworząc naturalny bufor w coraz bardziej rozgrzanym mieście, a nie zostały posadzone z miejskiej łaski, do medialnych zdjęć i folderów o „mieście z sercem”.

Na pytanie, dlaczego doszło do tego wycinkowego „wyrębu”, usłyszałem od osoby pracującej przy robocie, że to na prośbę marketu. Czy rzeczywiście chodziło o widoczność obiektu? A może prawdziwy powód jest zupełnie inny i wiąże się z siecią ciepłowniczą biegnącą pod ziemią wzdłuż Grunwaldzkiej? Tego na razie nie udało się ustalić. I właśnie to jest najgorsze: miasto, które mówi o adaptacji do zmian klimatu, jednocześnie pozwala na dalsze ubywanie drzew w miejscach, gdzie cień i zieleń są dziś na wagę złota.

Szczególnie gorzko wygląda to na osiedlu Wenecja, gdzie w kolejnych kadencjach rządów Beaty Klimek i pod szyldem „Przyjaznego Miasta z Sercem” zniknęło już bardzo dużo drzew. Trudno pogodzić marketingowy obraz miasta dbającego o klimat z praktyką, która raz po raz kończy się piłami, pniami i pustką po zieleni.

Jeśli Ostrów naprawdę chce być miastem odpornym na skutki zmian klimatu, to nie wystarczą hasła, plansze i uroczyste dni lasów. Potrzebna jest konsekwencja. Bo mieszkańcy widzą, że gdy przychodzi do konkretów, zielona retoryka zderza się z bardzo brutalną rzeczywistością.\
Źródło informacji facebook Piotra Lepki