Top tygodnia

Na temat

Resztki drona całkiem niedaleko

Na terenie kopalni węgla brunatnego w Galczycach pod Koninem odnaleziono rozbity bezzałogowy statek powietrzny. Policja potwierdza, że miejsce zabezpieczono, a sprawą zajmują się już prokuratura i Żandarmeria Wojskowa.

Dron w kopalni pod Koninem – co się stało?
W czwartek 12 marca, po godz. 11, pracownik kopalni węgla brunatnego w Galczycach (rejon Konina) zauważył na terenie zakładu rozbity dron i powiadomił numer alarmowy centrum powiadamiania ratunkowego.

Na miejsce skierowano policjantów z Konina i Poznania; teren został zabezpieczony, a służby zapewniają, że nie ma zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi.

Według nieoficjalnych informacji maszyna to stałopłat ze skrzydłami w układzie delta, co zwiększa jego zasięg i właściwości aerodynamiczne.

Nasi rozmówcy twierdzą, że dron przypomina rosyjskie wabiki o nazwie Gerbera – bardzo lekkie konstrukcje z pianki i sklejki, stworzone po to, by mylić obronę przeciwlotniczą, a nie zadawać bezpośrednie zniszczenia.

Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak‑Kamysz poinformował, że był to „dron najprawdopodobniej realizujący misję na rzecz naszych adwersarzy ze wschodu”. Śledztwo prowadzą wspólnie Żandarmeria Wojskowa i policja, które mają wyjaśnić pochodzenie maszyny, jej trasę oraz ewentualne powiązania z działaniami rozpoznawczymi.

Podobne incydenty z dronami w Polsce
Incydent w Galczycach wpisuje się w serię zdarzeń z ostatnich lat, gdy na terytorium Polski spadały obce bezzałogowce lub ich szczątki:

Noc z 9 na 10 września 2025 r. – nad Polską odnotowano przelot i upadek kilku prymitywnych wabików typu Gerbera. Wykorzystywano je do nasycenia obrony przeciwlotniczej i odciągania uwagi od faktycznych celów.

2023–2024 r. – kilkukrotnie informowano o zestrzelonych lub odnalezionych dronach i rakietach w pasie przygranicznym z Ukrainą i Białorusią (m.in. zdarzenia w woj. lubelskim i podkarpackim), co za każdym razem uruchamiało procedury NATO i wzmożony monitoring przestrzeni powietrznej.

Pojedyncze przypadki dronów rozpoznawczych lub ich szczątków odnajdywano także w głębi kraju, co budziło pytania o skuteczność systemów detekcji i reakcję służb odpowiedzialnych za obronę powietrzną.

Każdy taki incydent powoduje wzrost zainteresowania bezpieczeństwem infrastruktury krytycznej – jak kopalnie, linie energetyczne, rafinerie czy węzły kolejowe – oraz dyskusję o konieczności wzmocnienia osłony przeciwlotniczej i systemów wykrywania niskolecących obiektów.

Gerbera, Shahed, Geran i polska odpowiedź
Gerbera to prosty, tani wabik, który ma przypominać drony bojowe, takie jak irańskie Shahed‑136 czy rosyjskie Geran‑1. Dzięki lekkiej konstrukcji i układowi delta potrafi dziś przelecieć standardowo do ok. 700 km, a nowsze wersje – nawet do 1 tys. km.

Jego celem jest głównie „zaśmiecanie” nieba i zmuszanie obrony przeciwlotniczej do reakcji, zużywania amunicji i ujawniania lokalizacji systemów.

Polską odpowiedzią są bezzałogowe statki powietrzne PLargonia, opracowane w Instytucie Technicznym Wojsk Lądowych. Jedna z wersji pełni rolę symulatora celów powietrznych do szkolenia operatorów obrony przeciwlotniczej. To wciąż prototypy, które nie trafiły do masowej produkcji, ale mają budować kompetencje w zakresie walki z rosnącą liczbą zagrożeń dronowych.

Dla zobrazowania – tak jak w szkoleniu strzeleckim używa się tarcz zamiast żywego przeciwnika, tak PLargonia ma być „latającą tarczą” dla polskich systemów OPL, pozwalającą realistycznie ćwiczyć zestrzeliwanie celów, które wyglądem i zachowaniem przypominają prawdziwe drony bojowe.