„Informator Miejski – bezpłatny” – głosi dumny napis na okładce. Bezpłatny? I tak, i nie. Mieszkaniec nie płaci za niego przy kasie, ale rachunek i tak trafia do jego portfela. Tylko okrężną drogą.
Z interpelacji radnego Artura Kurczaby dowiadujemy się, jak naprawdę finansowany jest „Ostrów. Informator Miejski”. W odpowiedzi z ratusza nie ma ani słowa o spontanicznej hojności reklamodawców z wolnego rynku. Są za to dobrze nam znane spółki komunalne: OZC, MZO, Wodkan i kolejne miejskie podmioty, które utrzymują się głównie z opłat pobieranych od mieszkańców Ostrowa Wielkopolskiego. Opłat – co warto podkreślić – nieustannie rosnących.
Schemat jest prosty. Co miesiąc spółki miejskie „solidarnie” składają się na wydanie kolejnego numeru informatora. Łącznie – 24 230 zł za jedno wydanie. Niby nie brzmi dramatycznie, dopóki nie policzymy dalej. Dwanaście numerów rocznie daje już 357 600 zł. W skali całej kadencji, przy utrzymaniu dotychczasowych stawek, mówimy o kwocie przekraczającej 1,7 miliona złotych.
Ponad 1,7 miliona złotych z pieniędzy pochodzących w ogromnej mierze z rachunków mieszkańców – na gazetę, która w praktyce pełni rolę tuby propagandowej władzy samorządowej. To nie jest neutralny biuletyn informacyjny, to narzędzie budowania wizerunku, opłacane z opłat za ciepło, wywóz śmieci czy wodę.
W tym miejscu pojawia się zasadnicze pytanie: czy naprawdę nie mamy pilniejszych potrzeb, na które miejskie spółki mogłyby przeznaczyć 1,7 miliona złotych? Modernizacja sieci, mniejsze podwyżki, inwestycje w jakość usług, realne wsparcie dla mieszkańców – lista alternatyw jest długa. A można by też zadać pytanie jeszcze ostrzejsze: czy spółki komunalne w ogóle powinny finansować polityczną komunikację władz, zamiast skupić się na swojej podstawowej misji?
Formalnie wszystko zapewne odbywa się zgodnie z przepisami. Prawnie – w porządku, politycznie – wygodnie, moralnie – co najmniej wątpliwie. Bo trudno nazwać „bezpłatnym” coś, co ostatecznie i tak opłacają ci sami ludzie, którzy co miesiąc drżą, otwierając kolejne zawiadomienie o podwyżce.
Teoretycznie tylko pytam: czy miasto potrzebuje informatora bardziej niż mieszkańcy potrzebują niższych rachunków?







