Nowa koalicja w Radzie Miejskiej Ostrowa Wielkopolskiego odroczą decyzję w sprawie budżetu na 2026 rok. Potrzebna jest głębsza analiza i korekt przed głosowaniem. Radni argumentują, że przy tak dużej skali planowanych inwestycji i rosnącym deficycie nie można ograniczać się do przyklepywania propozycji prezydent miasta.
Budżet 2026 – główne liczby i założenia
• Projekt budżetu na 2026 rok zakłada ok. 542 mln zł dochodów, wydatki 582 mln zł. Co daje ok. 40 mln zł deficytu.
• Beata Klimek mówi o inwestycjach w transport publiczny, oświatę oraz energetykę i i bezpieczeństwo.
Dlaczego decyzja ma być odroczona
W obiegu publicznym przed sesją pojawiła się deklaracja programowa nowej większości w radzie.
• W deklaracji radni wskazują, że projekt budżetu powstał jeszcze przed ukształtowaniem się nowej większości w Radzie, dlatego chcą „racjonalizacji i koniecznych korekt”, a nie prostego zatwierdzenia przedstawionego dokumentu.
• Koalicja podkreśla, że każda decyzja finansowa musi uwzględniać realne możliwości miasta, sytuację gospodarczą oraz ograniczenie podwyżek podatków i opłat lokalnych, które – jak wskazują – były dotąd zbyt łatwym sposobem łatania deficytu.
Wątpliwości radnych wobec obecnego projektu
• Radni oczekują „konkretnie sformułowanych zadań w budżecie, a nie ogólnych pul”, aby wyeliminować praktykę późniejszego „dorzucania” inwestycji w niejasnych okolicznościach, jak miało to miejsce np. przy budowie ulicy Oliwkowej.
• Koalicja domaga się także rzetelnych informacji od prezesów miejskich spółek o ich sytuacji finansowej i faktycznych kosztach funkcjonowania, które przekładają się na rachunki mieszkańców, wskazując, że bez tych danych odpowiedzialne głosowanie nad budżetem nie jest możliwe.
Nowa większość i zmiana układu sił
• Od listopada prezydent Beata Klimek nie dysponuje już większością w Radzie; decydujący głos ma obecnie Koalicja Obywatelska i jej partnerzy, którzy przeforsowali wybór Jakuba Paducha na przewodniczącego Rady Miejskiej.
• Nowy przewodniczący jako pierwszą decyzję zmienił termin sesji budżetowej – z 29 na 22 grudnia – zapowiadając, że radni chcą szczegółowo przeanalizować proponowany budżet i dyskutować o jego kształcie w nowym układzie politycznym.
Ton deklaracji nowej koalicji
• W deklaracji radni piszą, że „nie zgodzą się na dalsze uchwalanie budżetu w trybie automatycznym, bez rzetelnej debaty i jasnego wskazania, kto i za co ponosi odpowiedzialność wobec mieszkańców”, zapowiadając większą transparentność procesu.
• Podkreślają też, że oczekują bezpośredniej, merytorycznej komunikacji z prezydent miasta, a nie za pośrednictwem kampanii medialnych stawiających Radę w złym świetle, oraz liczą, że w nowej sytuacji prezydent potraktuje Radę jako równoprawnego partnera przy podejmowaniu decyzji budżetowych.
Tuż po sesji Beata Klimek opublikowała wpis na facebooku. Zarzuca nowej większości działanie pod wpływem polityki, zapowiada również, że od 1. stycznia miasto i jego agendy będą działać na podstawie prowizorium budżetowego.
Przyjrzyjmy się zatem sekwencji zdarzeń, Pierwotnie sesja budżetowa miała się odbyć 29. grudnia. Co by się stało, gdy zachorowało kilku radnych, gdyby zabrakło prądu czy – nie daj Boże – wybuchła wojna? Czy jest czym straszyć? Prowizorium nie znaczy przecież wcale, że miasto przestanie działać.
Przed sesją wszystkie medialne armaty władzy ruszyły do artyleryjskiego ostrzału opozycji. Przekaz brzmiał: albo rozwój (w domyśle: kolejne kredyty i emisje obligacji) albo stagnacja (czyli uważne oglądanie każdej złotówki). Kolorowe grafiki pojawiły się nawet na przystankach. Tam, gdzie dotąd ostrzegano przed zgubnymi skutkami picia alkoholu w ciąży.
Do ataku ruszył też niezawodny profil miasto z sercem. Zazwyczaj pokazujący wschody i zachody słońca nagle poczuł wielki pociąg do rozwoju. Wcale ten pociąg nie powinien dziwić. Skoro prezydentkę obsługuje kilkanaścioro urzędników, to gdzieś w małych rozumkach może zakiełkować myśl, że uważne przyjrzenie się wydatkom może spowodować zmniejszenie faraońskich, urzędowych apanaży.
Oby to nie był jedyny skutek zmiany układu w Radzie. Liczymy na znacznie więcej. Zwłaszcza rozsądku.
(fot eostrow)



