Mimo sprzeciwu części radnych i prezydent miasta, do porządku obrad udało się wprowadzić punkt dotyczący informacji spółki Ostrowski Zakład Ciepłowniczy SA o inwestycji związanej z budową czterech silników kogeneracyjnych. To dobra wiadomość, bo mówimy o przedsięwzięciu o ogromnej skali — ponad
730 milionów złotych — a więc o sprawie, której nie da się zbyć stwierdzeniem, że „to tylko problem spółki”.
Szczególnie zastanawia postawa radnych, którzy głosowali przeciw wprowadzeniu tego tematu do obrad. Trudno zrozumieć, dlaczego ktoś miałby sprzeciwiać się jawnej dyskusji o tak poważnej inwestycji, skoro jej skutki mogą dotknąć całej lokalnej społeczności. Próba przedstawiania tego jako sprawy wyłącznie technicznej czy wewnętrznej jest po prostu nieuczciwa wobec mieszkańców.
Radny Leszek Witoń stwierdził, że nie jest to problem mieszkańców, lecz spółki, która ewentualny kredyt spłaci z własnych środków. Tyle że w rzeczywistości to mieszkańcy mogą finalnie odczuć konsekwencje takich decyzji — choćby poprzez ceny ciepła systemowego. Jeśli na horyzoncie pojawia się wizja 49 zł za GJ, to udawanie, że sprawa nikogo poza zarządem spółki nie dotyczy, brzmi co najmniej naiwnie.
Właśnie dlatego tak ważne jest, by o tej inwestycji mówić otwarcie i bez prób zamiatania niewygodnych pytań pod dywan. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co dzieje się z ich ciepłem, ich pieniędzmi i ich przyszłymi rachunkami.
Dodajmy, że gdy już do dyskusji doszło zarówno przedstawiciele OZC jak i CRK zaproponowali radnym zabawę w głuchy telefon. Na większość pytań miał odpowiadać zarząd OZC, tyle że „z przyczyn losowych” był nieobecny. Większość pytań zawisła zatem w niebycie.
Na czele z tym, które zadała radna Sylwia Nowicka i jest ono naprawdę ważne. Główny operator wielkiej inwestycji – zgodnie z zapisem w rejestrze – dysponuje kapitałem… 5000 zł. I ta spółka ma ponosić całe ryzyko wielkiej inwestycji.
Jakoś to nie uspokaja



