Najbliższy współpracownik Beaty Klimek nie pójdzie do więzienia za działalność w Jarocinie. Ta prosta konstatacja umknęła jakoś w dyskusji. Podobnie zresztą dzieje się coraz częściej. W medialnej papce jaką zalewają nas służby nieszczęsnej prezydent znika istota rzeczy. I dokładnie o to im chodzi.
Bo to nie działalności pana K. w Jarocinie dotyczą orzeczenia sądów dwóch instancji. Nie ma żadnego sensu dyskusja o tym co K. nawywijał w Jarocinie (uspokójmy fanów Beaty Klimek – owe Dni Miasta to tylko jeden z elementów wyroków sądów w Kaliszu i Łodzi. Przypomnijmy, wyrok roku więzienia w zawieszeniu uzupełniał też zakaz zajmowania się mieniem samorządowym i państwowym.
Władza Beaty Klimek urządziła sobie z tego wyroku kabaret. Najpierw był społeczny pełnomocnik, potem (zapewne też równolegle) doradzenie komunalnym spółkom. I to właśnie oceniły sądy. To, że sprawa cuchnie wyczułby student pierwszego roku prawa, ale przekonana o swej nieomylności absolwenta collegium tumanum już nie.
Podsumujmy osobliwy dobór kadr. Spośród bliskich współpracowników Beaty Klimek jeden siedzi, drugi idzie siedzieć. I wszystko to ma związek z ich działalnością w jej najbliższym towarzystwie. I nie przykryją tego kolejne kampanie i „walki” o aquapark.



